weteryniarka
weteryniarka.blog.interia.pl
<< Styczeń 2012
PonWtŚrCzwPiąSobNie
1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031
Księga gości
 
 



Było, minęło...
Rok 2012
Styczen
Rok 2011
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2010
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2009
Grudzień
Listopad
Październik
Wrzesień
Sierpień
Lipiec
Czerwiec
Maj
Kwiecień
Marzec
Luty
Styczen
Rok 2008
Grudzień
Listopad
weteryniarka
Moje Miasto
Jestem wesoła i energiczna. Staram się mieć zawsze wypełniony czas po brzegi. Ale...uwielbiam ciszę!!!
Zobacz mój profil
Notki
26 czerwiec 2011 Przyjemności codzienności
Hiszpania przeminęła z wiatrem. Została po niej tylko mgiełka wspomnień i tysiąc zdjęć. Trzeba było wrócić do szarej rzeczywistości. A jedną z rzeczy, która rozświetla tą szarość dnia codziennego jest mój syn. Choćbym nie wiem w jak podłym nastroju była, zawsze mnie czymś rozśmieszy. A ostatnio na topie są jego błędy w polskiej mowie. Czasem płaczę a czasem tarzam się po łóżku ze śmiechu. Jest na etapie mieszania obu języków i wychodzą mu czasem niezłe miksy.
- Pamiętaj, że dzisiaj po szkole idziemy na zakupy – mówię mu dziesiąty raz wiedząc, że i tak będzie udawał zaskoczonego, ponieważ szczerze nienawidzi zakupów.
- Muszę? – pada od razu z jego strony
- Niestety musisz, bo trzeba poprzymierzać ubrania
- Ale po co? – próbuje dalej
- A po co się chodzi na zakupy? – udaję, że nie rozumiem o co pyta.
- Żeby spędzić pieniądze – mówi zrezygnowany podczas gdy ja zataczam się właśnie ze śmiechu

Czasem też mój prawie dziesięciolatek zastanawia się nad swoim życiem i przyszłością. Nie tak dawno zapytał mnie jak to jest być studentem i studiować
- No wiesz, żyjesz sobie sam bez rodziców, możesz robić co chcesz, chodzisz na imprezy i wracasz rano. A czasem się uczysz ;)
- Jak to? – pyta się zaskoczony.
- Noo tak...
- Sam będę mieszkać?
- Może sam a może w akademiku z kolegą.
Patrzy na mnie to moje kochane dziecko tymi swoimi wielkimi, zaokrąglonymi ze zdziwienia oczami
- To będę potrzebował kotka – mówi smutnym głosem – bo będę bardzo samotny.
Taaa... Ja już widzę oczyma wyobraźni tego długonogiego kotka... :-)

A teraz konkurs z dziedziny „Zrozumieć polską mowę”:
- Mamo, mamo! Mój konduktor był na radiu!
??? :)
 
05 czerwiec 2011 Najbardziej wyczekiwane wakacje w życiu...
Hiszpania...
Co by nie mówić miejsce warte zobaczenia, zwiedzenia i zdobycia. Tak! Hiszpania zdobyła moje serce dzięki przepięknym krajobrazom i niepowtarzalnemu klimatowi. Swoją przepełnioną historią i romantyzmem duszą ujęła moje serce i wszystkie zmysły. Niecodzienne widoki, krajobrazy i wszędobylski spokój działały iście kojąco na moje skołatane serce tudzież nerwy. Bardzo charakterystyczne wąskie alejki, mnóstwo zabytków i ten dźwięczny hiszpański język powodowały spokój w mojej duszy i zwiększały chęci do życia. Nie dość, że górskie krajobrazy zapierały dech w piersiach, nie dość, że wąskie uliczki Barcelony czy Girony przyprawiały o szybsze bicie spragnionego miłości seca, to jeszcze malownicze, kamieniste, jakże odmienne od polskich, plaże potęgowały uczucie radości i zadowolenia. Szum fal, krzyk mew, romantyzm zachodzącego słońca malującego pomarańczowo – czerwone pręgi na horyzoncie, przywodzący na myśl najbardziej zmysłowe chwile z poczytnych powieści dla pań, wspólne zbieranie muszelek na rozgrzanej słońcem hiszpańskiej plaży czy leniwe spożywanie posiłku w restauracji tuż przed dwugodzinną siestą działały jak leczniczy okład na me serce i duszę.
No i te hiszpańskie noce...

 
27 maj 2011 Jawa to czy sen...
Znów miałam ten sen... Jak ja mam go interpretować? Codziennie tysiące czarnych myśli spowija moją głowę, zwłaszcza wieczorem kiedy nie pozostaje już nic do zrobienia i zostaje zbyt dużo czasu na myślenie. A potem w nocy takie sny...
Budzę się z lekkiego, odprężającego snu. Jestem w jakimś obcym pokoju. Nie mogę sobie przypomnieć skąd się tam wzięłam. Ale nie czuję żadnego strachu ani żadnych obaw. Promienie słońca delikatnie dotykają mojej twarzy wraz z ledwo uchwytnym podmuchem cieplego, rześkiego powietrza. Mam pewność, że jest lato, cudowny, spokojny ranek a ja czuję się wyśmienicie. Wiem też, że nie jestem sama w pokoju. Ktoś jest ze mną ale zachowuje się bardzo cicho. Może nie chce mnie obudzić, może czyta gazetę. Pomalutku przypominam sobie, że jestem w hotelu. Leżę w czyściutkiej, pachnącej pościeli, na wielkim łóżku. I spływa na mnie taki spokój... taka radość z życia... szczęście rozsadza mi klatkę piersiową, próbując wydostać się na zewnątrz. Doświadczam tych odczuć naprawdę, są tak realistyczne, że teraz trudno mi uwierzyć, że to był tylko sen... Wiem, że wszystko co czuję jest związane z tą osobą w pokoju. Mam ochotę się wtulić w niego i znów poczuć ten błogi spokój. Raz śniło mi się, że jego ręce głaszczą mnie wprawiając moje ciało w stan nieznośnego napięcia, które jednocześnie mogłoby trwać w nieskończoność. Innym razem czuję tylko ogromną chęć na ten dotyk. Skądś wiem, że jego ręce potrafią wiele i tęsknię za nimi całym ciałem i całą duszą. Nie mogę jednak przypomnieć sobie jego twarzy. Postanawiam zatem otworzyć oczy ale jest to niemożliwe ponieważ są przewiązane opaską. I wtedy dopiero zauważam, że moje ręce i nogi również są skrępowane...
Budzę się ale nie otwieram oczu. Czuję jeszcze w sobie tą tęsknotę, tą radość, ten stan miłego napięcia a zarazem gorzkie rozczarowanie, że to złudzenie, sen, który odszedł a j muszę wracać do rzeczywistości i znów stawić czoło wszystkim przeciwnością losu.
Dopiero zaczynam uczyć się cieszyć z drobnostek, wyszukiwać w codzienności chwil, którymi mogę podreperować swoją poranioną duszę. Więc cieszę się, że mam choć sny, których jeszcze nie odebrały mi wstrętne macki mojej pogrzebanej w ciemnej odchłani rzeczywistości.

26 maj 2011 Pustka wokoło...
Pusto, źle i smutno. Kolejny dzień, w którym musiałam pokonać samą siebie. Muszę zachowywać się normalnie, udawać, że mnie to nie obchodzi, że mnie to nie dotyka. Ale jak możn normalnie żyć, oddychać, wstawać rano, uśmiechać się do dziecka kiedy serce cały czas jest ściśnięte metalową klamrą? Kiedy trudno nabrać powietrza a łzy same cisną się do oczu. Nigdy nie przypuszczałam, że kiedyś mnie to spotka. Zawsze wydawało mi się, że mam wielkie szczęście. I całe moje życie to będzie pasmo radości i samych dobrych rzeczy a moje serce już na zawsze pozostanie wypełnone tą wielką, wszechogarniającą miłością. Będziemy pławić się w tym naszym szczęściu, stworzymy wspanialą, idealną rodzinę. I co zostało z tych marzeń? Popiół sam. I łzy, morze gorzkich łez. I krwawiące serce.

Wokół mnie jest straszna pustka. Żadnych przyjaciól w pobliżu, żadnej życzliwej osoby. Nie mam komu wyplakać się w rękaw. Mam tylko ten blog i garstkę dobrych ludzi, którzy starają się jak mogą pocieszyć, choćby słowem pisanym. Jednak to miejsce nie zastąpi żywego człowieka.
Jak uśpić ten smutek w duszy?

25 maj 2011 Tęskno mi...
Ostatnio śnią mi się takie rzeczy, że oh...

To pewnie dlatego, że marzę o bliskości z drugą osobą. O dzieleniu się swoimi myślami, pomysłami czy marzeniami. Tak mi brakuje czułości, takiej zwykłej, codziennej. Czy ja zbyt wiele wymagam od życia? Mam w sobie tyle uczuć, kłębowisko różnych doznań, przeżyć, oczekiwań. Chciałabym wykrzyczeć swoje cierpienie, wszystkie myśli, dręczące mnie pytania. Ale nie ma nikogo, kto wysłucha, pogładzi po głowie, powie, że będzie dobrze... Znów przypełzło to uczucie przegrania. Wślizgnęło mi się na ramiona, oplotło szyję i dusi szeptając: jesteś do niczego! Próbuję z tym walczyć ale słabnę i wiem, że już wiele nie wytrzymam. A do szczęścia tak niewiele trzeba... Cóż widocznie nie każdy na nie zasługuje.


11 maj 2011
A już było tak dobrze...
Dzisiaj był całkiem fajny dzień. Zajęty ale fajny. Świeciło słoneczko, było cieplutko, przyjemnie.
Właśnie - BYŁO.
Staram się być wyrozumiała, cierpliwa. Staram się też ufać. Ale jak można komuś ufać, jak ten ktoś robi wszystko, żeby mnie zawieść. Znów przylazło to okropne, przytłaczające mnie uczucie żalu, zawodu...
Niecierpię się za to, że jestem taka słaba i zależna. Nie potrafię być zdecydowana i konsekwentna. I myślę, że to przez to teraz siedzę tu i wylewam łzy zamiast coś zrobić.
09 maj 2011
Noc była ciężka. Obserwowałam niebo i widziałam jak z czarnego zmienia się w ciemnogranatowe a potem w błękitne. Wtedy obudziły się pierwsze ptaki i zaczęły koncertować. Prawie całą noc przepłakałam. Usnęłam może godzinę przed budzikiem.
Rano nie pomógł nawet gruby makijaż, bo wszyscy mówili, że źle wyglądam. No a jak miałam wyglądać z zapuchniętą twarzą?

W ciągu dnia troche nastruj mi się poprawił. Teraz mogę powiedzieć, że jest w porządku. Choć ciągle dzieś tam czuję ucisk w piersiach. Wiem, że to ŻAL pielęgnowany przeze mnie już od długiego czasu, nie daje o sobie zapomnieć. Ale staram się go pokryć warstwą innych uczuć. Może uda się go w końcu gdzieś wepchnąć głębiej jak już nie mogę się go całkiem pozbyć. Poza tym wiem, że to co teraz czuję może się w każdej chwili zmienić a ja nie jestem w stanie tego przewidzieć. Nie panuję nad swoimi emocjami, myślami, łzami.

 
08 maj 2011
Dzięki dziewczyny za wspólne milczenie... :)

Miałam tyle myśli kotłujących się w głowie w ciągu dnia. Tyle pzemyśleń. A jak usiadłam do klawiatury to wszystko mi wywiało z głowy.

Myślałam, że nikt tu nie zajrzy a tu proszę! Bardzo miła niespodzianka.
 

Faktycznie myślałam, że już tu nie wrócę. Wypaliłam się całkowicie. Nie ma we mnie żadnych chęci do robienia czegokolwiek. Wpadałam tu czasem i czytałam co słychać ale nic by mnie nie zmusiło do tego, żeby coś napisać. Ogarnęła mnie całkowita niechęć . Trwa to już jakiś czas. Czasem jest lepiej, czasem gorzej. Ostatnio jakby więcej gorzej niż lepiej. Są chwile w których myślę, że potrzebuję fachowej pomocy ale z drugiej strony jeśli widzę, że dzieje się ze mną coś dziwnego, to chyba nie może być bardzo źle. Tyle tylko, że jak ogarnia mnie taka czarna odchłań, to nie jestem w stanie myśleć racjonalnie tylko poddaję się czarnym wizjom, które rodzą mi się w głowie i nakręcam się sama co w rezultacie daje nieciekawe efekty. Bo np w ostatni piątek nie dałam rady iśc do szkoły. Miałam tak straszne uczucie jakiegoś żalu, nieszczęścia, nie wiem jak to nazwać. Zwlokłam się z łóżka tylko po to, żeby dziecko zaprowadzić do szkoły i zaraz wróciłam do łóżka, gdzie przespałam do pierwszej. Pierwszy raz zdarzyło mi się czuć tak paskudnie. Teraz gdy o tym myślę, to zupełnie nie rozumiem co się stało. Ale potrafię też iść ulicą i rozpłakać się. A najgorsze jest to, że nie mam z kim pogadać o tym. Każdy ma w sumie dla mnie te same rady i już po prostu nie chce mi się do nikogo na ten temat mówić, bo wiem co usłyszę. Ja wiem, że wszyscy robią to z dobrego serca ale mnie to nie pomaga :(.

Pomyślałam, że zanim podejmę jakieś radykalne kroki, spróbuję tutaj wrócić i popisać.
 

07 maj 2011
Chciałabym zamknąć się w jakimś ciasnym, małym pudełku. Tak, żeby mnie nikt nie znalazł, żeby mnie nikt nie słyszał. Żebym też ja nie musiała słuchać nikogo a szczególnie dobrych rad! Chciałabym móc wypłakać się do końca, tak żeby mi wreszcie ulżyło, żeby zszedł ten straszny ciężar z piersi.

Wiem, że ludzie mają gorzej ode mnie. Wiem, że na świecie są prawdziwe nieszczęścia. Powinnam być wdzięczna losowi za to co od niego otrzymałam. Zamiast tego czuję się taka strasznie samotna, nierozumiana... Powtarzam sobie ciągle, że dam radę. Ale tak naprawdę, to już zwyczajnie nie mam siły...
05 maj 2011 Kolejny raz..
Tyle czasu mnie tu nie było...
Troche się stęskniłam za tym miejscem a trochę czuję się tu obco. Choć wielu blogowiczów, których pamiętam, ciągle tu jest i odzywa się w swoich pamiętnikach regularnie, ja straciłam kontakt z tą wirtualną rzeczywistością. Nie wiem czy uda mi się tu ponownie odnależć.

 

w liczbach:
Odwiedziny:
 
33499
Komentarze:
 
1357
Goście:
 
35
Zagłosuj na weteryniarkę!
Aktualna liczba głosów:
 
530







 



 
        
  
   

   
 











 
 
 
Zobacz serwisy INTERIA.PL